Rok od poprzedniego Dnia Kobiet, przyniósł wiele paradoksów. Zabiegający o równouprawnienie, żartowali z "gwałtów". Jeden - dziennikarz, dziś żyjący w ciszy i żałujący, że "nie ma na sushi", drugi - polityk, przytaczając słynnego Freuda, który miał potwierdzić jego teorię, wyrzucenia niewygodnej już wicemarszałkini. Tak bardzo chcieli, że aż przesadzili. Dla sławy "dzisiaj" i partykularnych interesów. To jednak politykowanie. Dziś, w XXI wieku wieku, chodzi o zachowanie każdego z nas. Nie tylko o równouprawnienie, a w sklepie kupowanie bielizny, zapachu i kwiatów, zamiast garów, w których przygotowywać będą potrawy i kobiety, i mężczyźni. Zdecydowanie bardziej o codzienną dbałość: z daleka od fizycznej i psychicznej przemocy, wspierając samorealizację. Bez "rysowania charakterów", zostawiając ślady na zawsze.
Panom, dla zasady - aberrującym dzisiejsze Święto - dużo samorefleksji, jako mężczyzna heteroseksualny życzę. Dostrzeżenia autorek i inspiratorek piękna, nie tylko ósmego marca...
