Gollob, czyli ikona sportu żużlowego

Autor z przyjaciółką i Tomaszem Gollobem po Speedway Grand Prix w Cardiff
Autor z przyjaciółką i Tomaszem Gollobem po Speedway Grand Prix w Cardiff http://www.skrzynski.info.pl/
Dzisiaj na praskiej Markecie polscy żużlowcy, pod wodzą trenera Marka Cieślaka powalczą o złote medale w Drużynowym Pucharze Świata. W czeskim finale nie wystąpi ikona "czarnego sportu" i dotychczasowy kapitan reprezentacji - Tomasz Gollob. Kończy się w żużlu pewna historia, usłana medalami, emocjami i wchodzeniem na "światowe salony". Najlepszy polski żużlowiec, jak sam mówi, dojrzał mentalnie do rozstania z kadrą, choć i on, i selekcjoner reprezentacji wiedzą, że jak będzie potrzeba - wróci i pomoże. Wszystko jednak wskazuje na to, iż przyszły sezon, będzie ostatnim w bogatej karierze. Choć nie ostatnim na motocyklach...

Debiutujących na żużlowych torach juniorów paraliżują, a u tych startujących z sukcesami od lat - budzą respekt. Chodzi oczywiście o wyniki, jakie do tej pory osiągnął Tomasz Gollob. 42-latek był na żużlu mistrzem świata 7 (1 indywidualnie i 6 razy z drużyną), a mistrzem Polski w różnych kategoriach 30 razy. Liczeniem sukcesów, jakie popularny "Chudy", osiągał na "czarnym owalu" warto jednak zająć się po zakończeniu kariery. Ten bowiem i następny sezon- prawdopodobnie ostatni w karierze - mogą przynieść kolejne.


Być mistrzem świata

Zaczęło się w latach 80-tych, kiedy były zawodnik motocyklowy Władysław, zapytał swoich synów, dojeżdżających motorowery na okolicznych pagórkach: "bawicie się w ten sport, czy robimy to razem, ale wtedy na poważnie". Młodzi wtedy Jacek i Tomasz wybrali to drugie, ufając ojcu, nie do końca wiedząc z czym to się wiąże. Z wyrzeczeniami, prawdziwym i ciężkim treningiem, kontuzjami, ale i radością z osiąganych sukcesów - można stwierdzić z perspektywy czasu. Chłopcy zaczynali od motocross'u, gdzie zbierali pierwsze szlify. Sumienna praca i niewątpliwy talent sprawiał, że szybciej niż ktokolwiek mógł zakładać, zaczęli odnosić sukcesy. Ktokolwiek poza Władysławem, nazywanym potem "Papą Gollobem". Ten już wiedział, że prowadząc karierę synów, chce ich zawieźć na sportowy Olimp. Zaproszony – razem z synami - na żużlowy stadion pokazał, że Gollob Team wie, jak ścigać się "tylko w lewo", za każdym razem stawiał jednak warunki. Żeby synowie w odpowiednich warunkach mogli kontynuować kariery. Był to bodaj pierwszy w Polsce profesjonalny team, jakie dziś tworzą zawodnicy. Jak to w naszym kraju bywa, tak i w wypadku rozwoju Gollobów: kolejne sukcesy budziły wprost proporcjonalny brak sympatii wśród innych zawodników. Co dziś można odłożyć na półkę niepamięci. Gdyby Jacek, starszy brat Tomasza, miał inne nazwisko niewątpliwie zostałby uznany za wielkiego zawodnika. Przez całą karierę, którą skończył przed kilkoma laty (dziś wspierając syna Oskara) był w cieniu młodszego brata. Choć sam udowodnił, zdobywając choćby drużynowo i indywidualnie mistrzostwo Polski, że jeździć na żużlu potrafi. Tomasz z kolei, jeżdżąc parowo, oddając serce dla zespołów ligowych i narodowych, że należy się mu niewątpliwe miejsce w panteonie światowych gwiazd żużla. W tym sporcie osiągnął wszystko, pieczętując karierę w 2010, zdobywając medal indywidualnego mistrza świata. Drugi w historii, po Jerzym Szczakielu, dla Polski.

Miałem przyjemność......

z Panami Gollobami, co w dłuższej wypowiedzi opisałem na sportowym portalu, cyt.: (...)Przypomniało mi się kilka fotografii, tych utrwalonych tylko w głowie, z rodziną Gollobów.

Pierwsza. Granica czesko-polska, wracamy z półfinału indywidualnych mistrzostw świata z Pragi. Stoimy w kolejce. Widzimy bus Tomasza, u ojca na plecach zmierzam do obecnego króla światowego speedwaya. Wychodzi, wspólnie cieszymy się z jego awansu.

Druga, kilka lat później. Gollobowie są po zimowym turnee na Antypodach. Przyjeżdżają, w barwach bydgoskiej Polonii, do Wrocławia na mecz z tutejszą Spartą. Pojawiam się w ich boksie, "Papa" Gollob przemyka obok i wychodzi z parku maszyn. Zachowanie można włożyć w stereotyp o GollobTeamie - w tamtym czasie, chłodnym i niedostępnym. Nie wkładam.

Władysław wraca z opublikowanymi wspomnieniami z Australii, wskazuje Jackowi i Tomaszowi miejsce na autograf z dedykacją dla mnie, rozmawiamy i wyruszam na trybuny. Fotografia druga. "Papa" Gollob ponownie odwiedza park maszyn Stadionu Olimpijskiego, tym razem tylko z Jackiem, wtedy jeźdźcem pilskiej Polonii. Po skończonych wywiadach zapominamy się w rozmowie, park pustoszeje, a my dalej dyskutujemy o pasjach, sportach ekstremalnych, bungee, lotach szybowcem i na paralotni. Dostaję zaproszenie na wspólny lot, mam nadzieję, że jeszcze do wykorzystania.


Fotografia trzecia. Rok 2004. Od roku na antenie programu I TVP jest mój autorski program, pn.: "W-skersi", przełamujący bariery. Nazwę, podobnie, jak scenariusz wymyśliłem i wysłałem z propozycją do telewizji, spodobało się. Potem była przerwa, wróciliśmy i znowu magazyn spadł z anteny. Jak to w telewizji. W-skersi, nazwa dotąd nie funkcjonująca w języku polskim to wg mnie synonim aktywnej osoby z niepełnosprawnością. Program też był o ludziach, którzy - pomimo oczywistych przeszkód, dają sobie w życiu radę. W jednym z modułów rozmawiałem z gwiazdami, które opowiadały o swojej drodze na szczyt. Śpiewałem więc z Kaśką Nosowską, grałem w hokeja z Mariuszem Czerkawskim, a śp. Tadziem Szymkowem łowiłem ryby i odkrywałem kulisy teatralne. Naturalnym było dla mnie, że w swoim programie zwrócę się także do tematu żużla. Zadzwoniłem więc do Tomasza, wyjaśniam o co chodzi, opowiadam o programie, zawodnik subtelnie przerywa. Zgadza się mówi, że ogląda i podziwia. - Tylko Bartek po meczu, wcześniej muszę być skupiony na zawodach, a potem możemy wszystko - odpiera radośnie.

Jedziemy więc z ekipą do Bydgoszczy, gdzie tamtejsza Polonia podejmuje tarnowską Unię w której startują bracia Gollobowie. Początek meczu, przychodzi nostalgia i smutek. Obecni na stadionie czczą minutą ciszy pamięć o Robercie Dadosie. Moim kompanie z żużlem w tle. Przed wyjazdem do Lublina umawialiśmy się bowiem z "Dadim" na jego powrót w wielkim stylu, moją pomoc menadżerską, słuchał opowieści o w-skersach. Już nie wysłucha, niestety. Szkoda.



Wracam do Tomasza, po meczu bajecznie opowiada o tym, jakie ma sposoby na okiełznanie motocykli, o swoich z nimi rozmowach. Kiedy w kadrze pojawia się Jan Malinowski, "Chudy" ze swadą gwiazdy filmowej przedstawia wielkiego sportowca. Organizacyjnie, życzliwie, ale dyskretnie wspiera nas Tomasz Gaszyński, menedżer obecnego mistrza świata(z roku 2010 dop. Autora).

Tych kontaktów i rozmów z całą ekipą Gollobów, mam wiele. Dyskusji z Władysławem, konstruktywnych i o żużlu, i o życiu, ale także z Jackiem - dowcipnie konstatującym rzeczywistość.

Kiedyś "Papa" Gollob wysłał mi smsa, którego część przytoczę: "(...) Zdobywców ocenia się po wytrwałości i uporze w dążeniu do celu. Te zalety masz w pełni. Czas na "setkę" jest jedynie umownym dodatkiem(...)". Tomasz, w ostatniej odsłonie udowodnił, że prócz uporu i wytrwałości przynoszącej sukces ma też szacunek i życzliwość. A żużlowy szczyt należał mu się od dawna. Gratuluję. (...)

Gollob: Rezygnuję z kadry i robię miejsce dla młodych

Imponuje mi więc, ostatnio coraz bardziej, postawa Krzysztofa Kasprzaka. Obserwując go w Cardiff, widziałem nerwy z powodu tylko... trzeciego miejsca, na którym zakończył Speedway Grand Prix Wielkiej Brytanii. Chwilę potem, łzami w oczach konstatował brak awansu do finałów mistrzowskich rozgrywek w Gorzowie. W czwartek z kolei, podczas barażu, rozgrywanego na Stadionie Olympu Praga, w czeskiej stolicy „KK” mówił na antenie Nsport: „Tomasz Gollob był dla mnie zawsze wzorem, jeśli wygramy medal dedykuję właśnie jemu”, opowiadał wyraźnie wzruszony. Szacunek dla mistrza.

Respekt i klasa

Tomasz Gollob, nie wystartuje w dzisiejszym finale Drużynowego Pucharu Świata na praskim stadionie. Kończy się w ten sposób bodaj najbardziej spektakularna era występów naszych kadrowych zespołów. Młodym wilkom: Maćkowi Janowskiemu, Patrykowi Dudkowi, wspartym Krzysztofem Kasprzakiem i kapitanem Jarosławem Hampelem oczywiście życzymy sukcesów w Czechach. A Tomasz? On z klasą, w rozmowie z Przeglądem Sportowym stwierdził po częstochowskim półfinale, iż nie będzie zabierał miejsca tym młodym, na których "aż miło patrzeć". Taki moment musiał nadejść. Gollob pewnie dokończy ten i następny sezon w Unibaxie Toruń w polskiej lidze, do czego zobowiązuje go kontrakt, a on wypełniał zawsze zapisy podpisywanych umów. Powalczy też w tym roku w żużlowym Grand Prix. Kibice i pewnie on sam zastanawiają, czy warto w kolejnym, po którym - wszystko na to wskazuje - zakończy się piękna i ciesząca publikę, żużlowa kariera pt.: "Tomasz Gollob". Tym, dla których będzie to okazja do "wieszania psów" i deprecjonowania osiągnięć, najsubtelniej, jak potrafię życzę - dużo samorefleksji.

Gdzieś w tle z kolei zostaje Klaudia Szmaj, pierwsza polska żużlówka. Zawodniczka, która 11 lipca zdała egzamin na tzw. „licencję Ż”, uprawniającą w naszym kraju do rywalizacji na „czarnym torze”. Idzie nowe. Dziewczyna na torze. Moim zdaniem nie bez szans, kobiety prowadzące samochód – według mnie – są często lepszymi od mężczyzn kierowcami. Jak będzie z kuzynką wchodzącego na światowe salony Macieja Janowskiego (m.in. indywidualnego mistrza świata juniorów), przekonamy się niebawem. Otoczkę i promocję już ma, to zapewnił – znany z dobrego PR, wyników, trenera i fajnej ekipy żużlowców – klub Falubaz Zielona Góra, z którym podpisała kontrakt. Pewnie marzeniem jest osiągnięcie choć części sukcesów Golloba. Do którego wracam na koniec.

Życząc Tomaszowi zdrowego dokończenia kariery na żużlu (do czego naturalnie nie namawiam) i - skoro zapowiedział ścigać się do "50" - udanych startów na pustyni, gdzieś tam w Rajdzie Dakar! Szacunek i uznanie należy się całej Familiji z "Papą Gollobem" na czele!
Tomasz, czapki z głów!
Trwa ładowanie komentarzy...