NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Zaduma z perspektywą

Pierwszy listopadowy weekend skłania mocno do przemyśleń. O świecie, relacjach i tym, co potem. Nas Polaków, choć staram się uciekać od patosu - szczególnie. "Wszystkich Świętych", "Dzień Zaduszny" i pogrzeb... pierwszego niekomunistycznego Premiera RP. I, choć Tadeusz Mazowiecki z ogromną cierpliwością szukał zgody i porozumień, to my zdążyliśmy się już o jego spuściznę pokłócić. Potem o haloween, "Dziady", polityczną przegraną, i - tradycyjnie - brzozę. A może ten czas, to kolejna okazja do nowego rozdania i dostrzeżenia tego, co naprawdę ważne.

Każdy z nas w minionym tygodniu spotkał się z różnymi informacjami o premierze Mazowieckim. Wielkim Człowieku wolnej Polski. Mnie, schodząc z górnego "C", wpadła w ręce dokumentacja fotograficzna szefa działu foto wrocławskiego oddziału Gazety Wyborczej red. Mieczysława Michalaka (jak patrzę na na kolejne ilustracje, to mam wrażenie, że - podobnie jak ś.p. Tadziu Szwed, czy ciągle robiący fotografie Adam Hawałej, był przy wszystkich ważnych /nie tylko/ wrocławskich wydarzeniach). Można tam odszukać wizytę architekta zmian RP we Wrocławiu. Nie miałem zaszczytu pozniania Tadeusza Mazowieckiego osobiście. Jedynie przed rokiem, podczas ważnej ratyfikacji Konwencji ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych przez prezydenta Komorowskiego - przemknął obok. Usiadł w ósmym albo dziesiątym rzędzie, bez zadęcia. Dopiero po chwili refleksji organizatorow uroczystości na Krakowskim Przedmieściu - zajął miejsce w drugim szeregu. Bez małostkowości, doceniając ideę.



Ujmowała mnie w Panu Premierze zdolność szukania porozumień, bez roszczeń, nieustannego wracania do przeszłości. Mając na uwadzę historię, tworzenia nowych perspektyw, wyabstrahowanych od zawiści, podpuszczania "jednych przeciw drugim", budowania podziałów dla "triumfu na jutrzejszej /1/" w jednej lub drugiej gazecie.

Wracam więc na koniec do zamyślonego weekendu. Każdy z nas w inną stronę: ku niebu, ku wspomnieniom, zapatrzeni w zdjęcia skrywane w sercu. Pobiegnę zatem myślami bo nie znoszę cmentarzy, do dobrych chwil spędzonych z "wujkiem" Julkiem, Stasiem, kumplem Maciejem Ziętkiem, Babcią i Dziadziem, "Jacą", Irkiem, "Dadim", a i wieloma innymi. Spróbuję, z ich wsparciem jak sądzę (bez małości małych spraw), uśmiechnąć się bardziej, spróbować jeszcze mocniej - ponaprawiać świat, szukać porozumień, z cierpliwością - proszę wybaczyć Panie Premierze - godną "skutecznego Żółwia".
Trwa ładowanie komentarzy...