O autorze
(http://www.skrzynski.info.pl), lat 34, jest dziennikarzem, aktywistą i społecznikiem, rzecznikiem ds. osób niepełnosprawnych przy Prezydencie Wrocławia, współzałożycielem Fundacji W-skersi. Wykłada w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, jest autorem programów TV, m.in. „W-skersów” (autorska nazwa, która trafiła do j. polskiego), za który otrzymał Grand Prix w konkursie dziennikarskim „Oczy Otwarte”, organizowanym przez Integrację. Ponadto zdobył wyróżnienie PZMot za promowanie sportu żużlowego w mediach, a w 2012 r. - wyróżnienie w plebiscycie „Człowiek bez barier”. Porusza się na wózku z powodu postępującego zaniku mięśni. Skakał na bungee, latał szybowcem i paralaotnią. Uwielbia podróże i sport żużlowy; nurkuje.

Pasjonuje się sportem żużlowym, z łzą w oku obserwując mistrzostwo świata Tomasza Golloba i z podziwem przyglądając się rozwojowi kariery Jarosława Hampela. Obu wielokrotnie przepytywał w licznych wywiadach. Uwielbia podróże, najlepiej w uroczym towarzystwie – multikolorowość we Włoszech i tolerancję na ulicach Londynu, a także przestrzeń miejsc i ludzi – Wroclove, czyli stanu świadomości. Sposób poruszania i choroba nie przeszkadzają mu z "łapczywym chłonięciu życia i każdej chwili". Uważa, że szczęście ma kolor zielono-niebieski...

Oby... chciało się żyć - nie tylko na Święta i w Nowym Roku!

fot. Piotr Kosior
Kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia – w ramach projektu Kino na temat – obejrzałem wspólnie z wrocławskimi gimnazjalistami film pt.: „Chce się żyć”. Po projekcji trochę pomówiliśmy, „odczarowując” mity na temat niepełnosprawności. Dzieląc się doświadczeniem zerknąłem wstecz, na pędzący koniec roku. Karpacz, Stary Waliszów, Brukselę, Warszawę, zawsze z dobrymi powrotami do Wrocławia. To był dobry rok, kolejnych działań, pięknych podróży, nowych znajomości. Fizycznie, taki typ choroby, znowu osłabłem, ale wewnętrznie – dzięki sprawdzonej ekipie, stałem się jeszcze silniejszy. Paradoks? Być może, ale pomimo różnych przeciwności – chce (mi się) żyć!

Film pt. „Chce się żyć”, stał się pretekstem do dyskusji o niepełnosprawności. Gimnazjaliści, w odróżnieniu od wielu kolegów dziennikarzy, nie bali się trudnych pytań.

- Dlaczego pan jeździ na wózku? – zagaił młody dżentelmen w sali kina Helios, we wrocławskiej Magnolii.
- To dobrze, że nie boicie się trudnych pytań, z czym czasem problem mają żurnaliści. Dziękuję za to, ale mam też nadzieję, że „odczarujemy” dziś trochę negatywne stereotypy nt. niepełnosprawności. Macie niewiele szans na Święta i Sylwestra w śniegu, ale z drugiej – 100% szans na otworzenie umysłów na „inność innych ludzi”. Dlaczego wózek? Bo choruję, a nie cierpię na postępujący zanik mięśni – odparłem.



- Czyli wszystko panu zanika? – padło z innej części.
- Nie, jesteście dorośli, sprawne najdłużej są gałki oczne i genitalia, a pozostałe części ciała – według diagnoz lekarzy – powinny zaniknąć w wieku 15 lat. To typ Duchenne, najgorszy. Ale mam dziś 34 lata, i mam wrażenie, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

- I pan mówi o sportach ekstremalnych?
- Tak, skakałem na bungee, latałem szybowcem, paralotnią, lubię roallercoaster’y, nurkuję.

- Wiem chyba co pan czuje. Moja mama choruje na Stwardnienie Rozsiane. Czasem sam spacer bywa trudny, ale radość też większa. No i przełamanie się, że każdy może coś zrobić ze sobą – dzieliła się jedna z uczestniczek.
- To co pan może chorując na Stwardnienie? – rzucił jeden z uczestników.
- Przecież mówił, że choruje na Postępujący Zanik Mięśni, co za kolo – ripostował młody frik z innego rzędu.
- Dzięki za pomoc – odparłem z uśmiechem. – Mogę być otwarty, realizować wiele, choć pewnie nie wszystko. Nigdy nie zostanę żużlowcem, ale mogę ten sport opisywać jako dziennikarz. Mogę też częstować ludzi uśmiechem, bez roszczeń, a autodystansem, uprzejmością wobec kobiet i mężczyzn. Wózek nie zwalnia mnie z obowiązku „bycia człowiekiem” i kulturalnego zachowania.

Ostatnie pytanie, będące jednym z wielu uświadomiły mi, że młodzi gimnazjaliści z Wrocławia, mocno wsłuchiwali się w rozmowę. Jej interaktywny charakter mocno temu sprzyjał.

Tym razem, mieliśmy przyjemność spotkać się w ramach projektu „Kino na temat”, realizowanego przez Gazetę Wyborczą, nad czym czuwała red. Magda Piekarska. Ale też cały rok wcześniej w ramach kampanii „Wrocław dla wszystkich”, realizowanej przez Dolnośląskie Forum Integracyjne i Urząd Miejski Wrocławia – odwiedzaliśmy szkoły w mieście, także te integracyjne. Wspólnie m.in. z niewidomym dziennikarzem Leszkiem Kopciem, żartując z siebie i obalając mity. Opowiadając o różnych przygodach, jak np. o naszym wspólnym spacerze, kiedy Leszek pomagał mi się poruszać, na zasadzie „prowadził ślepy kulawego” – odprowadzając na autobus i budząc ogromne zdziwienie wśród pasażerów. Przekazywaliśmy więc, na własnych przykładach, jak warto wspierać osoby niepełnosprawne i jak się wobec nich zachowywać. Podobnie robiliśmy przed rokiem z Fundacją W-skersi, odwiedzając Dolny Śląsk razem z Oliwią Jabłońską, wicemistrzynią Igrzysk Paraolimpijskich z Londynu. Uświadamiając, że sukces młodej pływaczki, czy w-skersa Rafała Wilka, kiedyś torreadora żużlowych owali, smakuje tak samo, a polski hymn grany po wygranej, nie jest – jak mówił rzeszowski zawodnik – „ani gorszy, ani krótszy”. Po województwie jeździ też ekipa Klubu Kibiców Niepełnosprawnych, a mnie i te odwiedziny, i te z początku lat 90-tych, uświadamiają, że są – jakby to dziś napisać – bilateralną korzyścią. Wtedy, przed laty, ciemnym i zimowym popołudniem, po szkole i pracy, zjeździliśmy z ojcem wszerz i wzdłuż województwo, rozmawiając z kadrą, rodzicami i dzieciakami. Na twarzach uczestników pojawiało się wzruszenie: łzy, radość, a często i pytania. Wydawać by się mogło, że nieuzasadnione z lękiem o wspólną naukę dziecka zdrowego z tym, które porusza się np. na wózku. Wtedy też szczególniej i jednym, i drugim opowiadałem, że pomimo trudności warto. Że „chce się żyć”.

Dziś, z perspektywy wielu lat doświadczeń, często trudnych, ale jeszcze częściej – zakończonych pozytywnym finałem – wiem, że jeszcze wiele przed nami. Działań, projektów. Trudno, jednak już dziś nie dostrzec, tego co już zrealizowane. Może więc te dobre, pozytywne przykłady – będą inspiracją i źródłem dobrej energii. Dla łączenia się, a nie dzielenia we wszystkim. Żeby wspólnie w Brukseli, Londynie, Warszawie, Wrocławiu i Karpaczu sięgać po szczyty.

Stop narzekaniu
Mieszając, jak to w Sylwestra, różne tematy, przypomniał mi się ostatni odcinek „Czarnego charakteru”, emitowanego przez NC +. Bohaterem był Tai Woffinden, Anglik, który w tym roku został indywidualnym mistrzem świata na żużlu. Jeszcze 3 lata temu, na początku 2010 roku opłakiwał śmierć schorowanego taty, Roba Woffindena. Pewnie nie było łatwo. Nigdy nie jest. Ale pozbierał się, wstał i patrząc z wdzięcznością w niebo, z mamą i dziewczyną na stadionie w Toruniu, odbierał złoto czempiona.

Nie byłem intymnym świadkiem macierzyństwa Katarzyny Rogowiec, ale nawet z perspektywy Wrocławia – Droga Kasiu, było to wyjątkowe. Nie, ze względu na niepełnosprawność, ale na serdeczność i „love” dla nowego życia i tego, z którym je stworzyłaś.

Miałem natomiast uroczą przyjemność współpracować z mistrzynią Igrzysk Paraolimpijskich, wspólnie prowadząc różne gale. Malkontentów mieliśmy i mamy sporo, że „się nie uda”, że „mają lepiej” (sic!), „że bez rąk”, „że na wózku”. Tak bywa. Jeden nie widzi, inny gruby, a trzeci na wózku. Mają się załamać? Nie – jak mówił mi Staszek Sojka, „zapierniczać jak ta lala”. Kasiu więc sukcesów w Rodzinie, w sporcie, a Krakowowi – razem z „Rogowiec”, spełnienia i skuteczności w kampanii!

Proszę wybaczyć powrót do żużla, ale w nim szczególnie imponują niezwykłe sukcesy. Z jednej strony w-skersów: Krzyśka Cegielskiego i Rafała Wilka, którzy po fatalnych kraksach, złamaniach kręgosłupa mogli zamknąć drzwi na świat i ludzi. Jeden komentuje telewizyjnie zawody żużlowe, zjeżdżając rocznie miliony kilometrów, szefując Stowarzyszeniu Metanol, dbając o interesy „czarnych zawodników”, będąc ambasadorem Fundacji W-skersi, a drugi, zdobył dwa złota na handybike’u w Londynie, dla siebie i taty. Z drugiej, patrzę na Tomasza Golloba, całą rodzinę Gollobów – od lat. Potrafił powiedzieć „pas” dla Speedway Grand Prix, gdzie zdobył brąz, srebro i w końcu – w 2010 roku – złoto, zostając indywidualnym mistrzem świata, spełniając nie tylko swoje marzenia. Po kilku potężnych wypadkach, nie tylko na torze, stwierdził, że poświęci się – w nadchodzącym sezonie, jedynie rozgrywkom ligowym i tym, o mistrzostwo Europy. Klasa mistrza i zdrowy rozsądek, choć pewnie SGP nigdy nie będzie już takie samo.

Było to więc rok udany – od losu, nieba, Boga, każdy może dodać swoją narrację. Kiedy z dumą, zaszczytem, honorem, ale przede wszystkim zobowiązaniem do dalszych działań, odbierałem 10 grudnia nagrodę Rzecznika Praw Obywatelskich im. Pawła Włodkowica, uświadomiłem sobie, jak bardzo warto zdążyć podziękować. Niektórych bowiem pośpiech zbyt wcześnie odeśle do innej galaktyki. Paradoksalnie – niestety – poróżnić się zdążymy zawsze, a połączyć, czasem o 3 sekundy za późno.

Osobiście wiem, z kolei, że w ogóle by mnie tu nie było, gdyby nie ludzie na mojej drodze. Od najbliższych począwszy: Siostry – Magdaleny, Gosi, Rodziców, Przyjaciół, aż po tych na co dzień wspierających w mieście, Prezydencie Wrocławia czy tych, z którymi życie pozwoliło się przenikać. Że ekshibicjonistycznie? Wyzywać i szkalować potrafimy się z imienia i nazwiska, a najczęściej – w bezimiennym „hejcie”. Tym samym może warto, przy okazji Sylwestra – podziękować. Co niniejszym czynię, a i Państwu życzę!
Siebie – sobie, w pięknym tonie!
Trwa ładowanie komentarzy...